Nie damy się zastraszyć!

Mijają dwa tygodnie od momentu, gdy policja dokonała skoordynowanego nalotu na kilka organizacji kobiecych. Akcja przyciągnęła uwagę mediów i organizacji pozarządowych oraz poruszenie na facebooku i w sieci w ogóle. Musimy mówić głośno, z czym mamy do czynienia: działania policji to element zastraszania i ograniczania społecznej samoorganizacji.

Dzień po
Trzeciego października, dzień po obchodach rocznicy Czarnego Protestu, policja weszła do siedzib Centrum Praw Kobiet w Warszawie, Gdańsku i Łodzi oraz do Fundacji Baba z Zielonej Góry, organizacji zajmujących się głównie poradnictwem prawnym i psychologicznym dla ofiar przemocy. Skonfiskowano dokumenty, komputery i segregatory. Według słów rzecznika prasowego policji tego samego dnia przeszukano „sześć albo osiem” organizacji. Dwie to podane powyżej organizacje, pozostałe zaś pozostają anonimowe. Oficjalnym uzasadnieniem przeszukania jest sprawdzenie, czy nie doszło do przekroczenia bądź niedopełnienia obowiązków przez pracowników Ministerstwa Sprawiedliwości poprzedniej ekipy rządzącej.

Akcja skoordynowana i… niezgodna z procedurami
Policja weszła do biur fundacji równolegle, zaraz po ich otwarciu i zażądała natychmiastowego wydania potencjalnych dowodów. Taki tryb działania to tak zwany „nalot”, stosowany w sytuacji, gdy zachodzi podejrzenie matactwa w śledztwie. W opisanym przypadku takiego podejrzenia nie było – to nie pracownicy organizacji są podejrzanymi w sprawie, i pośpiech nie był wymagany, czego dowodem jest fakt, że nakazy przeszukania zostały wydane kilka miesięcy wcześniej (już w lipcu bieżącego roku). Organizacje nie zostały poinformowane o wydaniu nakazu i nie otrzymały wymaganego prawnie pisma z żądaniem wydania potrzebnych dokumentów, co uchroniłoby je od przeszukania. W oświadczeniu na stronie policja.pl czytamy, że akcja była skoordynowana, bo wszystkie akcje policji takie są.

Dodatkowo akcja wydaje się całkowicie bezzasadna. Zebrane dane były już wielokrotnie sprawdzane, a Ministerstwo Sprawiedliwości posiada ich cyfrowe kopie. Szczególnie niepokojące jest to, że wśród innych dokumentów policja zabrała z fundacji również poufne dane osób korzystających z pomocy fundacji, w tym tak wrażliwe dane jak historie ofiar przemocy domowej i seksualnej. Zaledwie w jednym miejscu prawniczkom udało się zablokować wyniesienie tych poufnych danych.

Niepotrzebna histeria?
Anonimowy autor „Na Widelcu” z portalu wPolityce.pl, reakcję zaatakowanych organizacji określił jako histerię, utrzymując, że tego typu działania policji są standardowe. Z jednym możemy się zgodzić: policja powszechnie przekracza swoje uprawnienia, co więcej: zakwestionować można samo istnienie instytucji posiadającej monopol na stosowanie przemocy. Jednak ostra krytyka dokonanego nalotu formułowana przez środowiska feministyczne i im pokrewne z pewnością nie jest bezzasadną histerią. Jak wspomniałyśmy, sytuacja nie wymagała dokonywania nalotu i wszystkie wydane dokumenty są już w posiadaniu organów państwowych. Dodatkowo termin akcji nie wydaje się przypadkowy, a działania policji w znacznym stopniu utrudniły funkcjonowanie fundacji. W przynajmniej jednym oddziale Centrum Praw Kobiet, ze względu na interwencję wypłaty dla pracowniczek zostały opóźnione o tydzień, a wiele wizyt klientek fundacji musiało zostać odwołanych bądź przesuniętych w czasie. Wyobraźcie sobie kobietę, która jest bita i gwałcona przez męża, i gdy wreszcie zbiera w sobie siłę by sięgnąć po pomoc organizacji kobiecej, zamiast umówionej wizyty odbija się od zamkniętych przez policję drzwi. Czy uda jej się dotrzeć do fundacji jeszcze raz?

Śledztwo czy zastraszanie?
Zupełnym przypadkiem jest, że od kilku lat ustawicznie niszczy się organizacje i instytucje mające zapewniać pomoc kobietom z doświadczeniem przemocy i organizacje walczące o niwelowanie nierówności ze względu na płeć. Zupełnym przypadkiem jest, że, pomimo posiadania nakazów od kilku miesięcy, do fundacji weszła policja w dzień po tym, jak okazało się, że tym razem na ulice nie wyszły tysiące kobiet. I oczywiście, że to zupełny przypadek, że wejście do biur miało miejsce w czasie, gdy w sejmie trwają prace nad zmianą ustawy o finansowaniu organizacji pozarządowych. Na taką, która pozwoli skupić większą władzę w rękach partii rządzącej. Zupełnym przypadkiem jest, że policja weszła do biur fundacji, które z pozyskiwaniem finansowania od kilku lat mają problem i pod tym względem – niewiele do stracenia. Przypomnijmy, że ponad pół roku wcześniej Fundacja Autonomia, prowadząca m.in. program 16 Dni Akcji Przeciwdziałania Przemocy, została wystawiona na szykany ze strony portali prawicowych i katolickich. Pod ich wpływem cofnięto jej ministerialne finansowanie, co do dziś nie doczekało się oficjalnego wyjaśnienia.

I tak będziemy działać!
Powiedzmy to sobie wprost – pomimo wielu wyjaśnień i rzekomej niezależności działań policji od zorganizowanych dzień wcześniej protestów kobiet, policyjne ataki są nie tyle podejrzane, co jawnie mające na celu zastraszenie działaczek i działaczy. Nie jest to pierwsza taka akcja, a kolejna z szeregu tych, których celem jest zniszczenie sieci organizacji i grup zajmujących się działaniami antydyskryminacyjnymi i antyprzemocowymi. Organizacje pozarządowe i nieformalne grupy kobiece i feministyczne spełniają obowiązki opiekuńcze, przypisane instytucjom państwowym. Nie oczekujemy wsparcia od władzy, ani od tej, ani od żadnej innej. Nie mamy też wątpliwości, że samo istnienie policji i innych państwowych instytucji kontroli ogranicza możliwość oddolnej samoorganizacji. Nie pozwolimy, by nasze działania były celowo utrudniane. Nie damy się tak łatwo zastraszyć!